środa, 15 lipca 2015

Sunnah

   Studiowanie Sunny, tradycji Proroka, pokój z Nim, jest nam potrzebne z kilku powodów. Najważniejszym dla mnie jest ten, by moc wprowadzać Koran w życie, by moc wprowadzać islam do życia.
Islam nie jest pustym zbiorem praw i przepisów, chociaż niektórzy próbują to własnie z niego uczynić. Pustke. Liczenie kroków, gestów, slow. Kalkulacje.
Islam zawiera prawa, ale to nie one sa jego istota. Przepisy są ważne, ale najważniejszy jest duch. Istotnym jest, by wiedzieć jak się modlić, lecz ważniejszym by wiedzieć po co i do Kogo.
Wiara wyznawana ustami, lecz nie poparta czynami jest bez wartości. A czym są uczynki bez wiary? Czy maja jakiś sens?
   To Prorok, pokój z Nim, swoim życiem, wprowadza nas w głąb islamu. Pokazuje prawdziwa drogę środka. Ukazuje ducha. Wszak, jak mówiła Aisza, niech Allah będzie z niej zadowolony, "jego charakterem był Koran."
Muhammad, pokój z Nim, jego życie było "wcieleniem" przesłania od naszego dobrego Boga.
Kroczył w swych sandałach, podobnie jak niegdyś Isa(Jezus), pokój z Nim: nauczał, jadł i pil, pościł, spal i czuwał na modlitwie, śmiał się i ronił łzy, czynił dobro, rozsiewał miłość, a wszystko to przesiąknięte słowami Allah.
   Pamiętajmy, zwłaszcza podczas tego błogosławionego miesiąca, w którym Koran został zesłany, by pochylić się nie tylko nad Słowem, ale i jego miejscem w naszym życiu. By poznac, zrozumiec, zaczac na nowo zyc Koranem, zyc w islamie

wtorek, 13 stycznia 2015

Odmawiam!

   Miałam nic na ten temat nie pisać. Miałam. Dlaczego? Ponieważ ani mnie tam nie było, ani nie znam sprawców. Ponieważ wcale, w ogóle i absolutnie nie dotyczy to mnie. Nie ma ze mną nic wspólnego. Moznaby rzec, ze nie jest moja sprawa. Moznaby, chociaż krzywda ludzka zawsze jest moja sprawa, nasza wspólną sprawa. Poza tym ludzie, o których mowa wykorzystali imię mojej religii w swojej własnej sprawie, przez co spowodowali coś, co mi się bardzo nie podoba.
   Tak wiec, miałam nic nie pisać. Nic a nic. Ale nie mogłam dłużej milczeć. Milczeć nie wobec tragedii, o której wypowiadają się bardziej i mniej znani i ci całkiem niewidzialni.
Milczeć mianowicie nie mogę, gdy widzę już setny link na Facebooku z jakimś islamskim uczonym, który tłumaczy, ze islam nie jest odpowiedzialny za ta tragedie, albo artykuł, którego autor już zaczyna siać ziarna spisku. I te wszystkie protesty: Not in my name (nie w moim imieniu), które nie wiadomo czy adresowane są do sprawców, ofiar czy świadków, może do wszystkich.
   A ja pytam: dlaczego?
Dlaczego zawsze po wybryku jakiegoś szaleńca z bronią w reku to Ty musisz się tłumaczyć? Zwłaszcza, ze prawdopodobnie nikt z tych, do których kierujesz swoje wyjaśnienia - nie jest nimi zainteresowany. 
Dlaczego?
Nigdy nie widziałam na Facebooku, aby ktoś się tłumaczył z tego, ze ktoś tam, daleko w Ameryce, w swoim szaleńczym zapale wysadza kliniki aborcyjne, z imieniem Jezusa (pokój z Nim) na ustach, lub z tego, co uczynił chrześcijański terrorysta, Breivik. Nikt nie wola: nie w moim imieniu!.
Oczywiście! Bo ani oni, ani szaleńcy z Paryża, ani żaden inny obłąkany, żądny przemocy człowiek nie dokonał swojego ataku w Twoim imieniu.
W Twoim imieniu jest tylko Twoje życie. To nim dajesz świadectwo. Nie. Nie musisz się tłumaczyć za innych. Nie musisz.
I nie rób tego!
   Czasami mam wrażenie, ze te "tłumaczenia" są trochę na wyrost. Nikt z moich nie - muzułmańskich znajomych nie wspomniał o tej tragedii. Natomiast niemal wszyscy muzułmańscy znajomi zadeklarowali się jasno na Facebooku.  Jakas notatka, filmikiem, czymkolwiek.
Dlaczego? Dlaczego jest w nas taka potrzeba bronienia się "na zapas"? I dlaczego pozwalamy innym zepchnąć się na taka pozycje, z której tłumaczymy się z wszystkiego? Nawet tego, co zrobili zupełnie nieznani nam ludzie, w odległym, obcym miejscu.
   Trochę bardziej rozumiem siostry z Polski. Byłam. Żyłam. Wiem.
Pamiętam, gdy zostałam muzułmanką. Te pytania! Nawet nie pytania ale atak, oskarżenia za wszelkie zbrodnie popełnione kiedykolwiek przez jakiegokolwiek muzułmanina. A dlaczego ten pobił żonę, a dlaczego ten zgwałcić córkę, a dlaczego ten kogoś zastrzelił, a dlaczego ten to a tamten tamto? Ludzie! Ratunku! Idz i zapytaj go: dlaczego? Żyłam w Polsce. Na podwórku, w szkole, w kościele spotykało się mnóstwo maltretowanych i uciskanych kobiet i dzieci. Nikt nigdy nie pytał: dlaczego?
Pytania wiec...
Co mną najbardziej wstrząsnęło, to fakt, ze nikt (oprócz jednej jedynej M.) nie pytał mnie o islam. Nikt nie zapytał w co wierze, jaka jest moje religia, co islam mówi o tym czy o tamtym. Nikt. Nawet na moich wzniosłych filozoficznych studiach nikt taki się nie znalazł. Nikt.
Dlaczego?
Ponieważ wszyscy już dawno "znali" odpowiedz. Skąd?  Ano z Telewizji, Pani. I z tych wszystkich "kobiecych" magazynów pełnych tragedii życiowych.
Biorąc pod uwagę, ze w Polsce nie ma rzetelnych i kompetentnych publikacji na temat islamu, które byłyby powszechnie dostępne. Nie ma tez zbyt wielu muzułmanów, których moznaby spotykać na codzien. Zostają nam nasze kochane i jakże zmanipulowane media. A ludzie nie zadają pytań!
Jaka ulga był dla mnie przyjazd do Wielkiej Brytanii. Nie od razu zdałam sobie sprawę, dlaczego mi tutaj tak dobrze. Właściwie dopiero niedawno zwróciłam uwagę, ze otacza mnie cisza. Cisza i spokój. Ludzie wokół mnie komentują wydarzenia na świecie, jak wydarzenia na świecie, nie jak moja osobista winę. Ostatnio stojąc na przystanku słyszałam rozmowę dwóch Brytyjczyków, która zaczęła się mniej więcej tak: 
-Słyszałeś co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu we Francji?
-Tak. Jacyś szaleńcy.
No własnie, szaleńcy. Nie padło ani jedno słowo pod adresem tych "brudnych, zapchlonych arabusów, których trzeba wy..c z naszego kraju", o których mówi się na polskich portalach (tak jakby rzeczywiście zalewali oni Polskę).
Tak, odkąd wyjechałam z rodzinnego kraju, nie musiałam się tłumaczyć. No chyba, ze gdzieś napotka się rodaka...
   Tak wiec, rozumiem. Pamiętam. 
Pamiętam atak, któremu stawiałam czoło każdego dnia. Ale nie, nie broniłam się i nie tłumaczyłam w pocie czoła za coś, co zrobił ktoś inny. Jeżeli ktoś rzucił fałszywe, zmanipulowane oskarżenie dotyczące islamu, odpowiadałam, ze to nie dotyczy islamu. Jeśli ktoś pytał, jak to jest w mojej religii. Udzielałam odpowiedzi. Zawsze rozmówcy. Zawsze prosto w oczy. 
Nigdy nie wyimaginowanemu wrogowi, "na zapas". 
Odmawiam! Odmawiam tłumaczenia się za błędy świata, za czyny szaleńców!
I Ty odmów!
   W liceum miałam koleżankę, której ulubionym powiedzeniem, było: tłumaczą się winni i słabi. Zapamiętałam to doskonale. Czy jesteś winna temu co się stało? Absolutnie nie! Nie bądź wiec słabą, ta, która zawsze musi się bronic i za wszystko przepraszać, nawet nie za swoje winy.
Jeśli ktoś Cie zapyta czy to islam? Odpowiedz, ze nie. Jeśli ktoś Cie zapyta o Twoja religie, powiedz mu o jej pięknie , o świetle, które ze sobą niesie, o miłości i pokoju, o dobroci, miłosierdziu. Ogłoś mu  ta dobra nowinę.
Powiedz mu. Jeśli zapyta. Może naprawdę chce wiedzieć. I niech Dobry Bóg poprowadzi go droga prosta.
Ale nie tłumacz się światu! Nie musisz! 
Twoje życie mówi za Ciebie!

niedziela, 4 stycznia 2015

Ulepszanie.

   Często słyszę zarzuty, ze moja religia się nie zmienia, nie dostosowuje do świata, który wciąż "idzie na przód". Przez co jest "zacofana". Ale czy naprawdę tak jest?
   Uważam niezmienność islamu za dowód jego boskiego pochodzenia. Bóg dal nam religie, według której możemy żyć w każdym miejscu i czasie. W każdych warunkach. W Dniu Arafah objawił On Swojemu Prorokowi, pokój z Nim: "Dzisiaj udoskonaliłem dla was wasza religie i obdarzyłem was w pełni Moja dobrocią; wybrałem dla was islam jako religie." (Koran 5,3).
Te słowa niezmiennie wywołują we mnie wzruszenie.
Dobry Bóg udoskonalił religie po to, byśmy nie musieli błądzić po omacku. Dal nam doskonały, niezmienny islam, by pomóc nam iść do Domu i żyć tu na ziemi, poprzez wieki.
Islam nie musi się zmieniać, ponieważ dzisiaj, tak samo jak i za czasów Proroka, pokój z Nim, możemy żyć według jego doskonałych praw i nie tracić niczego dobrego z życia.
   Jeśli religia musi się dostosować do życia ludzi, do ich poglądów; zmieniać swoje prawa lub nawet teoretyczne podstawy, czy naprawdę może ona pochodzić od Boga? Dla mnie jest to bardziej świadectwem jej "ludzkiego" charakteru.
   Jadąc do pracy minęłam ciężarówkę dostawcza z pieczywem Hovis. Widniał na niej napis: "Hovis. As good today as it's always been."* I własnie o to chodzi.  Jeśli wciąż musimy dodawać nowe składniki, tworzyć nowe, ulepszone formuły o czym to świadczy? Ze to, co było wcześniej, nie było dostatecznie dobre. I może to, co mamy teraz, nie jest dobre, za rok lub dwa będzie potrzebowało "ulepszenia". Czy dobry Bóg dałby nam coś, co nie jest dostatecznie dobre? Czy doskonały Bóg dałby nam niedoskonałą religie? 
Uważam, ze nie.




*Hovis. Tak dobry dziś, jakim był zawsze.