piątek, 27 czerwca 2014

Urodziny.

   Nie obchodzimy urodzin.
I tak, wiem, ze są muzułmanie, którzy je obchodzą. Każdy z nas dokonuje wyboru na własną rękę i każdy z tego wyboru zostanie rozliczony sam.
I nie :), nie jestem ekstremistka.
   Osobiście nie świętuję urodzin z trzech powodów. W kolejności chronologicznej:

Po pierwsze:
   W moim rodzinnym domu nie było nigdy tortów, prezentów. Jednie "sto lat" śpiewane od czasu do czasu. I nie, nie mam przez to żadnych urazów psychicznych, żadnej traumy. Nie czułam się wcale inna, mniej kochana, mniej doceniana niż koledzy i koleżanki z klasy. Dla mnie było czymś naturalnym, ze jedni z nas coś robią, a inni nie. Każdy z nas był inny. Dopiero, gdy zamieszkałam w UK świętowanie urodzin stało się takim "musem". Tutaj urodziny są obchodzone niemal na równi ze świętami religijnymi.
   Ja czuje wdzięczność. Jestem wdzięczna Bogu i rodzicom, ze nigdy nie miałam uroczystych urodzin. Za to, ze dzień ten był dniem zwykłym, w którym nie świętowałam jakoś szczególnie tego, ze żyje. Nauczyłam się dzięki temu kilku rzeczy:

  • wdzięczności za k a z d y dzień mego życia
  • tego, ze dobra materialne nie są dowodem miłości oraz, ze miłości nie okazuje się raz do roku
  • oraz tego, ze wiek wyrażony liczba nie ma żadnego znaczenia. Ile znamy młodych ludzi, którzy chorują, nie maja siły na nic, maja problemy z kręgosłupem, stawami, a ilu tez jest starszych ludzi, którzy czuja się doskonale i są sprawni fizycznie? Czas jest względny. Mierzony zegarkiem, słońcem, księżycem, mija szybciej, gdy jesteśmy zajęci, ciągnie się z minuty na minute, gdy jesteśmy znudzeni. Przyspiesza, gdy chcemy go zatrzymać. Zwalnia, gdy potrzebujemy by przeminął. Przebywamy na tej ziemi tak naprawdę tylko "jeden dzień, albo cześć dnia..." (Koran 23,113). Mamy tylko jeden dzień na przeżycie go w pełni i wartościowo! Nie rok, dwadzieścia, sześćdziesiąt lat. Jutra nie ma. Nie ma gdzie odłożyć tego, co mamy do zrobienia dziś. Jeden dzień... To zmienia perspektywę.
Po drugie:
  Świętowanie urodzin jest sprzeczne z moja osobista filozofia oraz z moim postrzeganiem rodziny, wychowania dzieci. Związane jest to, dość ściśle z "po pierwsze".
     Uważam mianowicie, ze każdy dzień naszego życia jest ważny. Za każdy należy być wdzięcznym. Dzień naszych urodzin tak naprawdę nie ma znaczenia. Przecież i tak istnieliśmy już wcześniej. 
   Jednym z argumentów, z którym się spotkałam, a który miał przemawiać za koniecznością uroczystego obchodzenia urodzin dzieci, była konieczność pokazania dziecku ze jest ważne, ze je kochamy, ze cieszymy się z jego narodzin. W przeciwnym razie dziecko dozna traumy psychicznej, zwłaszcza, gdy jego koleżanki i koledzy będą świętować swoje urodziny. Dziecko poczuje się nieistotne, niekochane, niechciane.
Osobiście uważam, ze świętowanie urodzin nie ma żadnego znaczenia dla tego, jak dziecko czuje się w rodzinie. Jeśli jest kochane, wie o tym. Jeśli jest spychane na bok, zaniedbywane, tez o tym wie. Czy jeden dzień w roku może tutaj zrobić jakakolwiek różnicę?
Miłość, szacunek, czułość w rodzinie  powinny gościć stale. Nie od święta.
Obchodzenie urodzin robi natomiast naszym rodzinom niedźwiedzią przysługę. Zwłaszcza tam, gdzie na co dzień brakuje czułości i okazywania sobie uczuć. Mianowicie uczy nasze dzieci, ze miłość wiąże się z dobrami materialnymi, ze tylko tak można naprawde wyrazić uczucia. Gdzie nie ma prezentów materialnych, nie ma miłości. Calus, przytulenie nie wystarcza by powiedzieć: kocham cie. Potrzeba dowodu w postaci tortu, przyjęcia, prezentu...
Nasza praca, jako rodziców, nasz trud, wszystko to co wykonujemy z miłości i z miłością dla naszych dzieci, wszystko to traci na znaczeniu. I taka wiadomość dziecko zabiera ze sobą w świat i w swoje przyszłe życie. Taka postawę przyjmuje w każdych kolejnych związkach z innymi ludźmi.
Kobieto! nosiłaś swoje dziecko pod sercem  w trudzie, rodziłaś je w bólu, karmiłaś przewijałaś, czuwałaś nad nim, dbałaś o nie w stanie wiecznego zmęczenia. Uczyłaś je, prowadziłaś, wyjaśniałaś. A każda Twoja czynność  dyktowana i nasycona była miłością. Ale nie wyprawiłaś mu urodzin... Co z Toba?! Ty wyrodna matko...

Po trzecie, najważniejsze i wystarczające:
   Świętowanie urodzin jest sprzeczne z moja religia. 
   Bóg jest miłosierny. Przebacza wszystkie grzechy, nawet najcięższe, poza jednym - bałwochwalstwem. 
Bóg jest jeden, Bóg jest "Bogiem zazdrosnym" (Księga Wyjścia 20, 5), nie zezwala na to, by "mieć cudzych bogów obok Niego"( tamże 20,3).
W dzisiejszych czasach, zwłaszcza, gdy większość z nas tak naprawde nie wie już w co dokładnie wierzy, zatarło się znaczenie oddawania czci. W dobie relatywizmu, gdzie wszystkie poglądy są równie ważne, żadne tak naprawde nie staja się istotnymi.
   Świętowanie urodzin jest ściśle związane z początkiem astrologii. Wiary, ze ułożenie gwiazd w dniu naszego narodzenia determinuje nasza przyszłość. Sa to wierzenia zakazane nie tylko w islamie. 
   Urodziny wywyższają człowieka, jego ego. Tradycyjnie obchodzone były w starożytnym Egipcie przez faraonów, którzy uważali się za bogów. 
Świeczki na torcie natomiast pochodzą z tradycji celtyckiej, w której modlono się do bogini księżyca. Dym ze zdmuchniętej świecy miał unieść modlitwy ku bogini. Pomyślałeś życzenie?
   Dla tych, którzy uważają, ze to nic nie znacząca przeszłość, ze teraz urodziny to tylko mila zabawa, dodam, ze po pierwsze w islamie nie wolno nam naśladować nie - muzułmanów; po drugie, czy samo określenie "świętowanie" nic nam nie mówi?
świętowanie wiąże się ze świętością. Święty natomiast jest tylko Bóg. Jemu i tylko Jemu należy się cześć, ofiara, chwała. Obchodząc urodziny nadajemy solenizantowi charakter bóstwa. Tym samym zawieszając podstawy naszej religii- tawheed- monoteizm, ryzykując brak przebaczenia.
Czy dla jednego dnia zabawy warto jest poświęcić życie wieczne?

Przemyśl... 
   


niedziela, 22 czerwca 2014

Dom.

"Wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu". 
Ale czym jest ten dom? Kilka desek, cegieł, murowane ściany? Starannie dobrane kolory, stylowe meble, ulubione zasłony? Czym dla Ciebie jest Twój dom?
   Dla mnie dom to obecność. Obecność najbliższych. Rzeczywista ale tez i ta potencjalna, domyślna. Zapach perfum, mokra podłoga w łazience, naczynia ociekające na suszarce. 
To także moja obecność. Szczoteczka do zębów w kubeczku, książki porozrzucane wszędzie gdzie się tylko da. Moje miejsce na ziemi.
   Mam dwa domy. Ten, w którym teraz siedzę zwinięta na kanapie z laptopem na kolanach, to mój dom tymczasowy. Przystanek w drodze do Domu. W drodze do miejsca z którego przyszłam, gdy Dobry Bóg postanowił umieścić mnie w łonie mojej Matki i obdarzyć dusza. Każdy mój dzień to krok w stronę mojego Domu. Zycie, to droga powrotna. 

Bóg w Koranie mówi nam:
"Zycie na tym świecie jest przemijającym używaniem;
a życie ostateczne zaprawdę jest siedziba stałości!" Koran 40,39

Ibn Umar, niech Allah będzie z niego zadowolony, powiedział:
"Posłaniec Allaha (niech pokój i błogosławieństwo Allaha  będą z nim) wziął mnie za ramie i powiedział:
-Badz w tym życiu jakbyś był obcym lub przejezdnym."

Ibn Umar mówił:
 "  Pod wieczór nie spodziewaj się,ze dożyjesz ranka, i rankiem nie oczekuj, ze dożyjesz wieczora."

Prorok Muhammad, pokój z nim uczył nas, byśmy żyli na tym świecie jak ktoś kto jest w nieustannej podroży. Nie mieszkamy tu na stale. Tu i teraz jest tylko jednym z przystanków naszego życia. Naszym jedynym celem, jest dotarcie do Domu. Aby tego dokonać, musimy po pierwsze przestać się rozpraszać tym, co jest wokół nas, tym co jest male, drobne, nieważne a jednocześnie bardzo groźne. To wszystko co odwraca nasz wzrok od celu naszej podroży zniknie któregoś dnia, rozpłynie się, zamieni w pyl. Tylko nasz cel, Bóg, jest wieczny. Po drugie natomiast, musimy zdobyć zaopatrzenie. Naszym zaopatrzeniem są nasze czyny. Od nich zależy czy na myśl o Domu w naszych oczach pojawiają się łzy tęsknoty czy może chlelibyśmy wędrować jak najdłużej.

My, muzułmanie, gdy dowiadujemy się o czyjejś śmierci mówimy: do Allah należymy i do Niego powrócimy.
I taka jest rzeczywistość tego życia. Należymy do Boga. Wszystko co mamy, nasze ciała, nasze dusze, nasze talenty. Przedmioty, które posiadamy. Wszystko to należy do Boga Jedynego i zostało nam wypożyczone na jakiś czas. Wypożyczone z zastrzeżeniem, byśmy dobrze tego używali, na nasza korzyść. Nie chodzi tutaj o korzyść materialna. To kim jesteśmy i co posiadamy jest narzędziem ułatwiającym nam drogę powrotna do Domu. To jest nasz jedyny prawdziwy cel.

Do Allah należymy i do Niego powrócimy...
Te słowa powinniśmy rozważać każdego dnia. Ponieważ dziś własnie może być ten dzień, w którym powrócę do Niego. Z czym? Jak wykorzystałam te ściany, meble, zasłony? Z jaka intencja i dla kogo budowałam, organizowałam, dbałam o  mój ziemski dom? Co zabrałam ze sobą w ta drogę? Co zapakowałam? Czy moje walizki są pełne? Czy jestem gotowa już dzisiaj wrócić do domu?...


czwartek, 19 czerwca 2014

Przystań.

Bismillahi arRahmani arRahim
W imię Boga Miłosiernego, Litościwego.



Homemaking, kocham to słowo. Dobry wujek Google tłumaczy je jako "prowadzenie domu". Dla mnie, to b u d o w a n i e domu, rodziny, tworzenie i podtrzymywanie ogniska domowego. 
Czy istnieje coś piękniejszego? Bardziej szlachetnego? Ważniejszego?
    Ileż to razy spotykam się z pytaniami: czym się zajmuje? (w sensie zawodowym) jak to niczym? kiedy pójdę do pracy?  kiedy pójdę do innej pracy? (liczy się przecież status, pozycja, stanowisko) itp. itd.
Przecież z t y m i  kobietami, które opiekują się domem i rodzina "coś jest nie tak".
Tymczasem czyż to nie rodzina jest właśnie "podstawowa komórką społeczeństwa"? Zdanie z pierwszych lekcji WOS-u, które zrozumiałam w pełni dopiero całkiem niedawno. 
Rodzina jest fundamentem społeczeństwa. Od jej kondycji zależy nasza przyszłość oraz przyszłość tych, którzy przyjdą po nas.
   Dla mnie, mimo iż sama od niedawna trochę pracuje poza domem,nie ma ważniejszej pracy, zadania, powołania, niż budowanie zdrowej, silnej rodziny. Uczenie dzieci, przekazywanie im wartości, które staną się, inshallah, podstawa ich charakteru. Zaszczepienie w nich tego, dzięki czemu będą w stanie budować nasz świat. 
  Homemaking, to także budowanie bezpiecznego, zdrowego azylu, w którym każdy członek rodziny może odpocząć, nabrać sil, napełnić się , by z nowa energia ruszyć dalej w świat. To przystań wspólnego, a także osobistego rozwoju, w którym wzajemnie się wspieramy.
   Homemakaing nie dotyczy tylko kobiet, również nie jest zarezerwowane dla tych, którzy porzucają zawodowa karierę, by zająć się domem. Każdy z nas jest odpowiedzialny za tworzenie naszej wspólnej przystani. Jest to nasza wspólna praca, wspólny trud. Każdy z nas wnosi do rodziny swoje intencje, talent, starania. Nie jest to tez zadanie tylko dla tych, którzy posiadają dzieci. Kondycja społeczeństwa zależy od każdego jego członka. Każdy z nas jest odpowiedzialny za rozwijanie samego siebie by moc wnieść jak najwięcej pozytywnego wkładu do wspólnego dobra. A gdzie lepiej się rozwijać, niż w naszej rodzinnej oazie?
To sposób na okazywanie sobie wzajemnej miłości, szacunku, troski. Nasze rodzinne gniazdo jest miejscem, w którym zawsze możemy liczyć na pomoc, na opiekę, na zrozumienie.
   Dla mnie, jako muzułmanki, homemaking ma również głębokie znaczenie duchowe, religijne. Stworzenie dobrego muzułmańskiego domu jest moim (naszym, rodzinnym) zadaniem, z którego zostanę rozliczona. Nie chodzi tutaj tylko o naukę religii, modlitwy, czytanie Koranu itp. Dla nas, muzułmanów, każda, nawet najmniejsza i (w oczach ludzkich) najmniej istotna czynność jest czynnością religijna, jeśli tylko wykonana jest dla Boga Jedynego. Wszystko jest sposobem na okazywanie Mu czci, wywyższenie Go. Wszystko jest droga zbliżenia się do Niego. Dlatego próbujemy zawsze wykonywać nasze zadania z największą starannością i czysta intencja. Staramy się z całych swoich sil stworzyć piękny  i dobry dom tu na ziemi. Dom, który ułatwi nam nasz pobyt tutaj i pomoże nam dotrzeć do naszego prawdziwego Domu.