Miałam nic na ten temat nie pisać. Miałam. Dlaczego? Ponieważ ani mnie tam nie było, ani nie znam sprawców. Ponieważ wcale, w ogóle i absolutnie nie dotyczy to mnie. Nie ma ze mną nic wspólnego. Moznaby rzec, ze nie jest moja sprawa. Moznaby, chociaż krzywda ludzka zawsze jest moja sprawa, nasza wspólną sprawa. Poza tym ludzie, o których mowa wykorzystali imię mojej religii w swojej własnej sprawie, przez co spowodowali coś, co mi się bardzo nie podoba.
Tak wiec, miałam nic nie pisać. Nic a nic. Ale nie mogłam dłużej milczeć. Milczeć nie wobec tragedii, o której wypowiadają się bardziej i mniej znani i ci całkiem niewidzialni.
Milczeć mianowicie nie mogę, gdy widzę już setny link na Facebooku z jakimś islamskim uczonym, który tłumaczy, ze islam nie jest odpowiedzialny za ta tragedie, albo artykuł, którego autor już zaczyna siać ziarna spisku. I te wszystkie protesty: Not in my name (nie w moim imieniu), które nie wiadomo czy adresowane są do sprawców, ofiar czy świadków, może do wszystkich.
A ja pytam: dlaczego?
Dlaczego zawsze po wybryku jakiegoś szaleńca z bronią w reku to Ty musisz się tłumaczyć? Zwłaszcza, ze prawdopodobnie nikt z tych, do których kierujesz swoje wyjaśnienia - nie jest nimi zainteresowany.
Dlaczego?
Nigdy nie widziałam na Facebooku, aby ktoś się tłumaczył z tego, ze ktoś tam, daleko w Ameryce, w swoim szaleńczym zapale wysadza kliniki aborcyjne, z imieniem Jezusa (pokój z Nim) na ustach, lub z tego, co uczynił chrześcijański terrorysta, Breivik. Nikt nie wola: nie w moim imieniu!.
Oczywiście! Bo ani oni, ani szaleńcy z Paryża, ani żaden inny obłąkany, żądny przemocy człowiek nie dokonał swojego ataku w Twoim imieniu.
W Twoim imieniu jest tylko Twoje życie. To nim dajesz świadectwo. Nie. Nie musisz się tłumaczyć za innych. Nie musisz.
I nie rób tego!
Czasami mam wrażenie, ze te "tłumaczenia" są trochę na wyrost. Nikt z moich nie - muzułmańskich znajomych nie wspomniał o tej tragedii. Natomiast niemal wszyscy muzułmańscy znajomi zadeklarowali się jasno na Facebooku. Jakas notatka, filmikiem, czymkolwiek.
Dlaczego? Dlaczego jest w nas taka potrzeba bronienia się "na zapas"? I dlaczego pozwalamy innym zepchnąć się na taka pozycje, z której tłumaczymy się z wszystkiego? Nawet tego, co zrobili zupełnie nieznani nam ludzie, w odległym, obcym miejscu.
Trochę bardziej rozumiem siostry z Polski. Byłam. Żyłam. Wiem.
Pamiętam, gdy zostałam muzułmanką. Te pytania! Nawet nie pytania ale atak, oskarżenia za wszelkie zbrodnie popełnione kiedykolwiek przez jakiegokolwiek muzułmanina. A dlaczego ten pobił żonę, a dlaczego ten zgwałcić córkę, a dlaczego ten kogoś zastrzelił, a dlaczego ten to a tamten tamto? Ludzie! Ratunku! Idz i zapytaj go: dlaczego? Żyłam w Polsce. Na podwórku, w szkole, w kościele spotykało się mnóstwo maltretowanych i uciskanych kobiet i dzieci. Nikt nigdy nie pytał: dlaczego?
Pytania wiec...
Co mną najbardziej wstrząsnęło, to fakt, ze nikt (oprócz jednej jedynej M.) nie pytał mnie o islam. Nikt nie zapytał w co wierze, jaka jest moje religia, co islam mówi o tym czy o tamtym. Nikt. Nawet na moich wzniosłych filozoficznych studiach nikt taki się nie znalazł. Nikt.
Dlaczego?
Ponieważ wszyscy już dawno "znali" odpowiedz. Skąd? Ano z Telewizji, Pani. I z tych wszystkich "kobiecych" magazynów pełnych tragedii życiowych.
Biorąc pod uwagę, ze w Polsce nie ma rzetelnych i kompetentnych publikacji na temat islamu, które byłyby powszechnie dostępne. Nie ma tez zbyt wielu muzułmanów, których moznaby spotykać na codzien. Zostają nam nasze kochane i jakże zmanipulowane media. A ludzie nie zadają pytań!
Jaka ulga był dla mnie przyjazd do Wielkiej Brytanii. Nie od razu zdałam sobie sprawę, dlaczego mi tutaj tak dobrze. Właściwie dopiero niedawno zwróciłam uwagę, ze otacza mnie cisza. Cisza i spokój. Ludzie wokół mnie komentują wydarzenia na świecie, jak wydarzenia na świecie, nie jak moja osobista winę. Ostatnio stojąc na przystanku słyszałam rozmowę dwóch Brytyjczyków, która zaczęła się mniej więcej tak:
-Słyszałeś co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu we Francji?
-Tak. Jacyś szaleńcy.
No własnie, szaleńcy. Nie padło ani jedno słowo pod adresem tych "brudnych, zapchlonych arabusów, których trzeba wy..c z naszego kraju", o których mówi się na polskich portalach (tak jakby rzeczywiście zalewali oni Polskę).
Tak, odkąd wyjechałam z rodzinnego kraju, nie musiałam się tłumaczyć. No chyba, ze gdzieś napotka się rodaka...
Tak wiec, rozumiem. Pamiętam.
Pamiętam atak, któremu stawiałam czoło każdego dnia. Ale nie, nie broniłam się i nie tłumaczyłam w pocie czoła za coś, co zrobił ktoś inny. Jeżeli ktoś rzucił fałszywe, zmanipulowane oskarżenie dotyczące islamu, odpowiadałam, ze to nie dotyczy islamu. Jeśli ktoś pytał, jak to jest w mojej religii. Udzielałam odpowiedzi. Zawsze rozmówcy. Zawsze prosto w oczy.
Nigdy nie wyimaginowanemu wrogowi, "na zapas".
Odmawiam! Odmawiam tłumaczenia się za błędy świata, za czyny szaleńców!
I Ty odmów!
W liceum miałam koleżankę, której ulubionym powiedzeniem, było: tłumaczą się winni i słabi. Zapamiętałam to doskonale. Czy jesteś winna temu co się stało? Absolutnie nie! Nie bądź wiec słabą, ta, która zawsze musi się bronic i za wszystko przepraszać, nawet nie za swoje winy.
Jeśli ktoś Cie zapyta czy to islam? Odpowiedz, ze nie. Jeśli ktoś Cie zapyta o Twoja religie, powiedz mu o jej pięknie , o świetle, które ze sobą niesie, o miłości i pokoju, o dobroci, miłosierdziu. Ogłoś mu ta dobra nowinę.
Powiedz mu. Jeśli zapyta. Może naprawdę chce wiedzieć. I niech Dobry Bóg poprowadzi go droga prosta.
Ale nie tłumacz się światu! Nie musisz!
Twoje życie mówi za Ciebie!