Nie obchodzimy urodzin.
I tak, wiem, ze są muzułmanie, którzy je obchodzą. Każdy z nas dokonuje wyboru na własną rękę i każdy z tego wyboru zostanie rozliczony sam.
I nie :), nie jestem ekstremistka.
Osobiście nie świętuję urodzin z trzech powodów. W kolejności chronologicznej:
Po pierwsze:
W moim rodzinnym domu nie było nigdy tortów, prezentów. Jednie "sto lat" śpiewane od czasu do czasu. I nie, nie mam przez to żadnych urazów psychicznych, żadnej traumy. Nie czułam się wcale inna, mniej kochana, mniej doceniana niż koledzy i koleżanki z klasy. Dla mnie było czymś naturalnym, ze jedni z nas coś robią, a inni nie. Każdy z nas był inny. Dopiero, gdy zamieszkałam w UK świętowanie urodzin stało się takim "musem". Tutaj urodziny są obchodzone niemal na równi ze świętami religijnymi.
Ja czuje wdzięczność. Jestem wdzięczna Bogu i rodzicom, ze nigdy nie miałam uroczystych urodzin. Za to, ze dzień ten był dniem zwykłym, w którym nie świętowałam jakoś szczególnie tego, ze żyje. Nauczyłam się dzięki temu kilku rzeczy:
- wdzięczności za k a z d y dzień mego życia
- tego, ze dobra materialne nie są dowodem miłości oraz, ze miłości nie okazuje się raz do roku
- oraz tego, ze wiek wyrażony liczba nie ma żadnego znaczenia. Ile znamy młodych ludzi, którzy chorują, nie maja siły na nic, maja problemy z kręgosłupem, stawami, a ilu tez jest starszych ludzi, którzy czuja się doskonale i są sprawni fizycznie? Czas jest względny. Mierzony zegarkiem, słońcem, księżycem, mija szybciej, gdy jesteśmy zajęci, ciągnie się z minuty na minute, gdy jesteśmy znudzeni. Przyspiesza, gdy chcemy go zatrzymać. Zwalnia, gdy potrzebujemy by przeminął. Przebywamy na tej ziemi tak naprawdę tylko "jeden dzień, albo cześć dnia..." (Koran 23,113). Mamy tylko jeden dzień na przeżycie go w pełni i wartościowo! Nie rok, dwadzieścia, sześćdziesiąt lat. Jutra nie ma. Nie ma gdzie odłożyć tego, co mamy do zrobienia dziś. Jeden dzień... To zmienia perspektywę.
Po drugie:
Świętowanie urodzin jest sprzeczne z moja osobista filozofia oraz z moim postrzeganiem rodziny, wychowania dzieci. Związane jest to, dość ściśle z "po pierwsze".
Uważam mianowicie, ze każdy dzień naszego życia jest ważny. Za każdy należy być wdzięcznym. Dzień naszych urodzin tak naprawdę nie ma znaczenia. Przecież i tak istnieliśmy już wcześniej.
Jednym z argumentów, z którym się spotkałam, a który miał przemawiać za koniecznością uroczystego obchodzenia urodzin dzieci, była konieczność pokazania dziecku ze jest ważne, ze je kochamy, ze cieszymy się z jego narodzin. W przeciwnym razie dziecko dozna traumy psychicznej, zwłaszcza, gdy jego koleżanki i koledzy będą świętować swoje urodziny. Dziecko poczuje się nieistotne, niekochane, niechciane.
Osobiście uważam, ze świętowanie urodzin nie ma żadnego znaczenia dla tego, jak dziecko czuje się w rodzinie. Jeśli jest kochane, wie o tym. Jeśli jest spychane na bok, zaniedbywane, tez o tym wie. Czy jeden dzień w roku może tutaj zrobić jakakolwiek różnicę?
Miłość, szacunek, czułość w rodzinie powinny gościć stale. Nie od święta.
Obchodzenie urodzin robi natomiast naszym rodzinom niedźwiedzią przysługę. Zwłaszcza tam, gdzie na co dzień brakuje czułości i okazywania sobie uczuć. Mianowicie uczy nasze dzieci, ze miłość wiąże się z dobrami materialnymi, ze tylko tak można naprawde wyrazić uczucia. Gdzie nie ma prezentów materialnych, nie ma miłości. Calus, przytulenie nie wystarcza by powiedzieć: kocham cie. Potrzeba dowodu w postaci tortu, przyjęcia, prezentu...
Nasza praca, jako rodziców, nasz trud, wszystko to co wykonujemy z miłości i z miłością dla naszych dzieci, wszystko to traci na znaczeniu. I taka wiadomość dziecko zabiera ze sobą w świat i w swoje przyszłe życie. Taka postawę przyjmuje w każdych kolejnych związkach z innymi ludźmi.
Kobieto! nosiłaś swoje dziecko pod sercem w trudzie, rodziłaś je w bólu, karmiłaś przewijałaś, czuwałaś nad nim, dbałaś o nie w stanie wiecznego zmęczenia. Uczyłaś je, prowadziłaś, wyjaśniałaś. A każda Twoja czynność dyktowana i nasycona była miłością. Ale nie wyprawiłaś mu urodzin... Co z Toba?! Ty wyrodna matko...
Po trzecie, najważniejsze i wystarczające:
Świętowanie urodzin jest sprzeczne z moja religia.
Bóg jest miłosierny. Przebacza wszystkie grzechy, nawet najcięższe, poza jednym - bałwochwalstwem.
Bóg jest jeden, Bóg jest "Bogiem zazdrosnym" (Księga Wyjścia 20, 5), nie zezwala na to, by "mieć cudzych bogów obok Niego"( tamże 20,3).
W dzisiejszych czasach, zwłaszcza, gdy większość z nas tak naprawde nie wie już w co dokładnie wierzy, zatarło się znaczenie oddawania czci. W dobie relatywizmu, gdzie wszystkie poglądy są równie ważne, żadne tak naprawde nie staja się istotnymi.
Świętowanie urodzin jest ściśle związane z początkiem astrologii. Wiary, ze ułożenie gwiazd w dniu naszego narodzenia determinuje nasza przyszłość. Sa to wierzenia zakazane nie tylko w islamie.
Urodziny wywyższają człowieka, jego ego. Tradycyjnie obchodzone były w starożytnym Egipcie przez faraonów, którzy uważali się za bogów.
Świeczki na torcie natomiast pochodzą z tradycji celtyckiej, w której modlono się do bogini księżyca. Dym ze zdmuchniętej świecy miał unieść modlitwy ku bogini. Pomyślałeś życzenie?
Dla tych, którzy uważają, ze to nic nie znacząca przeszłość, ze teraz urodziny to tylko mila zabawa, dodam, ze po pierwsze w islamie nie wolno nam naśladować nie - muzułmanów; po drugie, czy samo określenie "świętowanie" nic nam nie mówi?
świętowanie wiąże się ze świętością. Święty natomiast jest tylko Bóg. Jemu i tylko Jemu należy się cześć, ofiara, chwała. Obchodząc urodziny nadajemy solenizantowi charakter bóstwa. Tym samym zawieszając podstawy naszej religii- tawheed- monoteizm, ryzykując brak przebaczenia.
Czy dla jednego dnia zabawy warto jest poświęcić życie wieczne?
Przemyśl...
Bingo:)świetnie to napisałaś! !
OdpowiedzUsuńpieknie przedstawiony temat urodzin. bardzo logiczne argumenty. my tez nie swietujemy z tych samych powodow :)
OdpowiedzUsuń